Murzyn niech zostanie! W obronie słów

Nie chciałem pisać tego tekstu teraz, kiedy z USA wciąż docierają informacje o sytuacji będącej pokłosiem zamordowania George’a Floyda. A jednak debata publiczna nie znosi próżni. Jak bumerang powraca kwestia tego, czy, parafrazując pewne sformułowanie, słowo Murzyn zrobiło swoje i powinno odejść.

Chciałbym niezwłocznie zastrzec, że kwestia ta nie jest łatwa,  co wydają się ignorować wypowiedzi niektórych osób po obu stronach sporu. Proste odpowiedzi rzadko są możliwe, gdy w grę wchodzą kwestie języka, etyki, polityki i rasizmu. W tej grze natomiast biorą udział wszystkie wymienione elementy. Dlatego ten wpis jest niezmiernie długi. Próbuję w sposób jak najbardziej delikatny i wyczerpujący nakreślić mój punkt widzenia.

Czuję też potrzebę natychmiastowej odpowiedzi na zarzut, jaki może się pojawić. Dlaczego wypowiadam się w temacie słowa Murzyn, skoro sam jestem biały? Tego typu argument, którego słuszność jak najbardziej popieram, gdy mowa chociażby o aborcji, w tym kontekście wydaje się mniej trafiony. Mowa jest bowiem o języku, którego jestem użytkownikiem i siłą rzeczy, ze względu na staż, także współtwórcą. Jeżeli założymy, że w dyskusji na temat użytkowania konkretnych słów powinni brać udział tylko osoby, które ich dotyczą, to wkroczymy na grząski grunt. I zabronimy tym samym wypowiadać się także białym, którzy przeciwko słowu Murzyn optują.

Skąd ten Murzyn?

Ale po kolei. Chociaż wydaje mi się, że źródłosłów jest dla tego konkretnego przypadku najmniej istotny, to warto zwalczać  niepokojące wycieczki etymologiczne. Spotkałem się bowiem z opinią, jakoby słowo Murzyn było pejoratywnie nacechowane w samym swoim pochodzeniu.

Nieporozumienie bierze się stąd, że faktycznie w języku polskim istnieje, co dla mnie jest niejako zaskoczeniem, słowo murzyć:

szlag mnie trafi, jak będę musiała to raz jeszcze dziś napisać – wyraz wywodzi ze staropolskiego „murzyć” tzn. „brudzić”. jeśli chodzi o naukę, w tym wypadku języka, nie należy spoczywać na laurach 🙃 [źródło]

Niepokojące w tej wypowiedzi jest nie tylko przyjęcie dogmatycznej postawy niepozostawiającej miejsca dla odmiennych opinii. Nie tylko argument, który myślących inaczej (nie wprost) próbuje wyzwać od niewyedukowanych. Przede wszystkim niepokojący jest skrót myślowy, w który autorka komentarza chyba sama uwierzyła.

Słowa murzyć Murzyn mają bowiem to samo źródło, czyli łacińskie maurus: czarny. Jak podają twórcy Słownika polszczyzny XVI wieku, znaczeniem słowa murzyć było wówczas tyle co czernić, szwarcować1. To znaczy że murzenie (nagminnie podkreślane przez komputerowy słownik, co świadczy raczej o jego nieobecności we współczesnym języku) dopiero z czasem musiało nabyć nowego znaczenia odnoszącego się do brudu. Pisanie, że murzyć znaczyło brudzić to czysty sofizmat.

Długa droga słów

Tak jak wspomniałem, kwestia etymologii ma znaczenie raczej marginalne. Słowa, które początkowo nie miały negatywnego wydźwięku mogą wraz z upływem czasu i determinacją użytkowników języka go nabyć. Wspomnieć wystarczy pedała, do którego jeszcze w dalszej części tekstu wrócę.

Jednak kwestię należy omówić, bo w internecie coraz częściej można natrafić na amatorskie analizy nie mające nic wspólnego z naukowymi badaniami2.

Zmiana konotacji słowa wiązać się może także z innym procesem stricte językowym, to jest jego spowinowaceniem idiomatycznym. I tak w przypadku Murzyna mamy w języku wyrażenia nieprzyjemne, z pewnością nie neutralne. „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”, „sto lat za murzynami”, „być czyimś murzynem”. Z takimi zestawieniami słów z pewnością warto walczyć i je piętnować.

Na sformułowania, które eksplicytnie odnoszą się do sprowadzania osoby ludzkiej do roli niewolnika, nie ma przyzwolenia. Zwłaszcza że ich przydatność w obrazowaniu może zostać zachowana przy prostym podmienieniu leksemów (np. „niewolnik zrobił swoje…”, a w dupie na pewno jest ciemno bez względu czyja by ona nie była).

Konteksty polskiej kultury

W Polsce, można by powiedzieć, sytuację mamy, na tle innych krajów europejskich, komfortową. Śledząc przemianę chociażby języka niemieckiego, zauważymy, że mające to samo pochodzenie, co Murzyn, słowo Mohr obecnie w Niemczech uchodzi za negatywnie nacechowane. Niemcy mają jednak swoje za uszami, tj. dość poważny epizod kolonialny. Polski udział w przemocy rasowej ma wymiar przede wszystkim symboliczny: zafascynowanie produktami kolonialnymi, zauroczenie – i tu używam słowa zdecydowanie podejrzanego – egzotyką. Uwidacznia się m.in. w wizerunkach Murzynów sprowadzonych do roli ornamentów.

Murzyn jako dekoracja
Zdjęcie z muzeum w Rogalinie (źródło: Ciszek pisze)

No i literatura. Na jednym z transparentów ze zdjęcia ilustrującego mój wpis widnieje postulat: „Koniec Murzynka Bambo”, odnoszący się do, fakt, niefortunnego wiersza Tuwima3. Nie zapominajmy jeszcze o poruszeniu, jakie wywołał Murzyn w Głownie z wiersza Brzechwy. No i W pustyni w puszczy.

Swoją drogą, kilka dni temu moją uwagę przykuła petycja postulująca usunięcie tej powieści z listy lektur. Początkowo chciałem się pod nią podpisać, ale pod wpływem rozmowy ze znajomą nauczycielką języka polskiego przyznałem jej rację.

Według niej tych utworów nie powinno się z list lektur wykreślać. Zakazywanie powoduje efekt odmienny od oczekiwanego. Reakcją powinna być natomiast odpowiednia edukacja polonistów. Polonistów, którzy mogliby proponować uczniom odczytywanie tekstów przy wykorzystaniu krytyki postkolonialnej. Zamiast sięgać po literaturę powszechną, Sienkiewicza zmediatyzować adekwatnym sposobem widzenia.

Niedostateczne kompetencje absolwentów polonistyki w tym zakresie to już inna sprawa, którą nie będę się tu zajmował.

Język jako narzędzie

Są słowa, które powstały, żeby ranić i słowa, które tę nową funkcję nabywają dopiero z czasem. Słów można uczyć się na nowo, można odrywać je od dotychczasowych kontekstów, od początku wypełniać znaczeniem. Wspomnijmy, w jaki sposób podmiot liryczny wiersza W środku życia Tadeusza Różewicza uczył się na nowo rozpoznawać przedmioty.

to jest stół mówiłem
to jest stół
na stole leży chleb nóż
nóż służy do krajania chleba
chlebem karmią się ludzie

Nóż służy do krojenia chleba, a jednocześnie w pamięci mówiącego nóż miał możliwość wyrządzania realnej krzywdy. Ale to było kiedyś, teraz nóż jest narzędziem przydatnym, bo służy przygotowaniu pożywienia.

Obie funkcje noża współistnieją i to od użytkownika narzędzia zależy, w jakim celu go użyje. Tak samo od użytkownika języka zależy, czy wykorzysta mowę w celu budowania mostów.

Czy naprawdę nie potrafimy wytoczyć procesu użytkownikom języka, którzy nóż traktują przede wszystkim jako narzędzie zbrodni? Wyrwać im go z ręki i zacząć kroić nim chleb?

Bo czy zmiana słowa Murzyn na czarny cokolwiek zmieni, jeśli nastawienie użytkowników języka jest z gruntu negatywne? Czy nie spowoduje raczej ironicznej transformacji na „poprawne politycznie” czarny zrobił swoje… Co daje zmiana Żyda na inne określenie, jeśli społeczeństwo cechuje antysemityzm? Co zmieni usunięcie Cygana, jeśli po pojawieniu się Roma, wraz za nim ocyganić stanie się oromić, bo nie zmieni się stosunek użytkowników do Cyganów?

Stop calling me…

Wracam więc do postulatu wysnuwanego przez dziewczynę ze zdjęcia i wyjaśniam, jaka jest nań moja reakcja. Jeżeli ktoś nie życzy sobie, by ją określać w jakiś sposób, zwyczajna ludzka życzliwość i empatia wymaga, by jej w taki sposób nie określać. Jeśli jakaś osoba czuje się kobietą, choć znajduje się w ciele mężczyzny, i życzy sobie zwracania się do niej w formie żeńskiej, moja życzliwość i akceptacja każe mi przystosować się do tej prośby.

Kiedy podjąłem decyzję o zmianie imienia, szło za tym poczucie, że moje dotychczasowe do mnie nie pasuje. Że mnie uwiera. Poprosiłem zatem osoby ze swojego otoczenia, o zwracanie się do mnie nowym imieniem, a po kilku latach zmienić je drogą urzędową. Nie ukrywałem, że nie lubię, gdy ktoś zwraca się do mnie starym imieniem. Niektórym osobom to nie przeszkadzało, by odnosząc się do mnie z satysfakcją używać właśnie tego starego.

To nie znaczy, że tamto imię samo w sobie było obraźliwe. Obraźliwe było jego wykorzystanie, mające na celu wywołanie we mnie poczucia dyskomfortu. Historii wymazać się nie da i czasem wciąż zdarzy się, że ktoś, zwłaszcza pamiętający mnie z czasów dzieciństwa, zwróci się do mnie używając tamtego imienia. Nie wyczuwam w takiej omyłce złych zamiarów i mogę poprawić tę osobę, a mogę ten fakt zignorować, powątpiewając, że osoba ta miała na celu sprawić mi przykrość.

Metoda alternatywna

Jeżeli ktoś nie życzy sobie być określanym jako Murzyn, nie widzę powodu, by nie dostosować się do takiej prośby. Nie widzę zresztą powodu, dla którego miałbym w kontakcie z kimś odwoływać się do jego rasy. Ale konsekwencją nie powinna być batalia przeciwko z gruntu neutralnemu słowu w ogóle. Nie wolno łudzić się, że rasizm zniknie wraz z usunięciem jakiegoś słowa i że słowa zastępcze nie okażą się z czasem bardziej nośne w złych znaczeniach4.

Zastanawiam się tylko, czy nie bardziej produktywną metodą, byłoby próbować, jak w wierszu Różewicza, nadawać słowom lepszych znaczeń. Nie mamy, jak już wspominałem, w pojemnym katalogu negatywnych konotacji tak silnego nacechowania, które przyczynia się do tego, że rozważania nad amerykańskim n-word musiałyby przybierać inny kierunek.

Ale czy nie bardziej skutecznym jest przykład queer czy rodzimego pedała, który poprzez zagarnięcie go przez środowiska gejowskie jest na drodze do utraty swojego obraźliwego sensu? Czy nie to robią czarni raperzy wciągając n-word do swoich wypowiedzi?

Język i tak naszpikowany jest słowami, po które można sięgnąć, żeby wyrządzić komuś krzywdę. Dlaczego oddawać walkowerem także słowo, które przez większość użytkowników uważane jest jako neutralne? Zwłaszcza, że możemy proces jego wulgaryzacji powstrzymać.

Raniące słowa

Mowę można bowiem przepracować:

Niepodobna oczyścić język z jego traumatycznej resztki, nie sposób przepracować traumy inaczej niż poprzez żmudny wysiłek związany z kierowaniem biegiem jej powtórzeń5.

Jest to wyzwanie, ale wyzwanie, które ze względu na odmienne warunki socjopolityczne nie jest niemożliwe. Jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że żyjemy w kraju, w którym rasizm ma inny charakter niż systemowy rasizm Amerykanów. Uważam, podobnie jak John Godson6, że polskie objawy rasizmu nie opierają się na niechęci wobec rasy ale wobec strachu przed Obcym. To są pojęcia, które się przenikają, ale Polska ma raczej problem z ksenofobią niż rasizmem per se. W tym wypadku uważam, że polska debata dotycząca słowa Murzyn jest trochę robieniem burzy w szklance wody.

Zakazywanie słów prowadzi do efektów odmiennych niż zamierzone. Dlatego lepiej przejąć kontrolę nad narracją i formować ją samodzielnie. Tak jak kiedyś Betlejewski zatęsknił za Żydem.

Polityczna możliwość przepracowania siły aktu mowy przeciw sile zranienia opiera się na przywłaszczeniu sobie siły mowy dzięki oderwaniu jej od dotychczasowych kontekstów. Język, który przeciwstawia się krzywdom zadanym przez mowę, musi powtórzyć owe krzywdy w taki sposób, aby ich ponownie nie odgrywać7.

A w samym użytkowaniu języka wsłuchiwać się w głos drugiego człowieka i podchodzić do niego z czułością, akceptacją i – przede wszystkim – życzliwością.

milczało niebo
milczała ziemia
jeśli usłyszał głos
który płynął
z ziemi wody i nieba
to był głos drugiego człowieka

Protest Berlin 2020
Zdjęcie z protestu na Alexanderplatz w Berlinie, 6 czerwca 2020

Tymczasem, nie pozostaje nic innego, jak edukować, edukować, edukować. I dzieci, i dorosłych: otwierać ich na świat i niwelować poczucie strachu wobec tego, co nieznane. Chyba tylko w taki sposób choć trochę zbliżymy się do celu, w którym raniące słowa przestaną wyrządzać krzywdę.

  1. S. Bąk, M. Mayenowa, F. Pepłowski, Słownik polszczyzny XVI wieku. T. 15: Mor – Nałysion, Wrocław 1984, s. 189. W tym samym słowniku hasło Murzyn wskazuje, że to „człowiek o ciemnej skórze, mieszkaniec Afryki, zwłaszcza Abisyńczyk lub Maur”.
  2. Zob. kuriozalny wpis, którego kierujący się przede wszystkim własną intuicją autor w kontekście murzenia przywołuje nazwę podhalańskiej wioski Murzasichle (wymawianej jako „mur-zasichle”, ze względu na rzekę Sichłę, osadę Mur oraz wioskę położoną za Sichłą – Zasichle). Przywołuje także chmurę, której źródłosłów ma korzenie prasłowiańskie. Zbieżność form smur- i chmur- w znaczeniu ciemny może świadczyć o tym, że zarówno łaciński maurus jak i prasłowiańskie rdzenie mogą mieć wspólnego przodka w języku praindoeuropejskim. Nie mam jednak kompetencji, by tę tezę satysfakcjonująco uzasadnić.
  3. Mój delikatny sceptycyzm wobec szkodliwości Tuwimowskiej rymowanki wynika z własnego dziecięcego doświadczenia lektury, w wyniku której „czarnoskóry koleżka” zapisał się w mojej świadomości jako sympatyczny chłopak. Za Tuwimem wzdychałem, że SZKODA, że nie chodzi z nami do szkoły. Obecnie dopatrywanie się w Bambo elementów rasistowskich wymyka się chyba poza sposób rozumowania dziecka. Nie będę się jednak w tej kwestii spierał.
  4. Konotacje słowa czarny w języku wydają się zresztą o wiele bardziej nacechowane negatywnie niż Murzyn. Wyrażają się w nieuświadomionych, a więc niebezpieczniejszych, uprzedzaniach takich jak czarny kot, czarny charakter, czarna śmierć, itd. Możliwe jednak że to tylko moja opinia.
  5. J. Butler, Raniące słowa. Mowa nienawiści i polityka performatywu, przeł. A. Ostolski, Warszawa 2020, s. 50.
  6. Swoją drogą Godson jest jedną z osób, które nie uważają określenia Murzyn za obraźliwe.
  7. Tamże, s. 52

Dodaj coś od siebie!