Short Waves Online

Chociaż poznański festiwal filmów krótkometrażowych Short Waves został przeniesiony na sierpień, jego organizatorzy nie próżnują. Postanowili spróbować przebić się przez szum generowany aktualną naddostępnością kultury w sieci i zaproponować widzom konkursowy zestaw: Short Waves Online.

Tym samym widzowie otrzymali do obejrzenia za darmo siedem rodzimych produkcji, co buduje całkiem różnorodną kolekcję. Mamy tu dwie fabuły, dwa eksperymenty, jeden dokument, animację oraz teledysk.

Wszystkie wydają się mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat otaczającej nas rzeczywistości, jednak nie są próbami w zupełności udanymi.

Spoglądając w przeszłość

Na pierwszy ogień: eksperymentalna próba Zuzy Banasińskiej I didn’t go to Crimea and all I got was this alien message. Aby zrozumieć i choć częściowo uchwycić sens podjętej przez twórczynię pracy, niezbędną okazuje się lektura tekstu o genezie filmu. Kłóci się to nieco z preferowanym przeze mnie sposobem obcowania ze sztuką filmową. Jakakolwiek idea stała za powstaniem tego 11-minutowego filmu… nie miała ona w sobie  zespalającej siły, która rekompensowałaby scenariuszowe płycizny. Ani takiej, która usprawiedliwiłaby wątpliwie adekwatne artystyczne rozwiązania, w swojej różnorodności potęgujące nie pozaziemską atmosferę filmu, lecz jego niezamierzoną chaotyczność.

Film Banasińskiej to niestety przykład tego, w jaki sposób forma eseistyczno-eksperymentalna potrafi stać się zasadą organizacji estetycznej i celem w samym sobie. W tym konkretnym wypadku jest to dodatkowo przykre.  Reżyserka pokazuje tu bowiem swoje niezaprzeczalne zdolności artystyczne: sposób transformacji rzeczywistości na animację i grafikę. Niestety, jako całość, eksperyment wymknął się spod kontroli.

Tego bez wątpienia napisać nie można o projekcie Sebastiana Pańczyka, którego wideoklip do utworu Nag Champa (zespół Syny) pojawił się na Short Waves Online. Co warte odnotowania, klipu tego nie było w pierwotnym programie festiwalu.

Nie tylko dlatego obecność teledysku w tym zestawieniu uważam za element zaskakujący, i to wcale nie w sposób pozytywny. Prezentowany film jest co prawda utrzymany w ciekawej surrealistyczno-mistycznej atmosferze potęgowanej nieustanną obecnością jakże fotogenicznego dymu. Ale to wciąż przede wszystkim teledysk, który ciężko porównywać z resztą filmów (a widzowie powinni wskazać przecież swojego faworyta w głosowaniu).

Teledysk Pańczyka to wciąż, wizualnie i dramaturgicznie, przede wszystkim ilustracja tekstu piosenki. Ikonografia klipu odwołuje się do inwentarza elementów znanych z twórczości poznańskich raperów, ale to za mało, by uzasadnić wprowadzenie go do zestawu konkursowego. Organizatorzy podjęli natomiast ryzyko, że konkurs publiczności stanie się „plebiscytem popularności”…

co nas czeka

Kierunek: przyszłość obierają zwłaszcza dwa filmy z selekcji Short Waves Online. Pierwszy z nich, dwuminutowa miniatura Filipa Bojarskiego ***Fish, to udany eksperyment poetycki i filmowy. Bojarski świadomie wybrał takie elementy stylistyczne, które korespondują z obecną w miniaturze refleksją egzystencjalną.

Film nakręcony został jakby na taśmie filmowej, która wzmaga poczucie przemijania i ulotności. Oczom widzów ukazuje się przygnębiający obraz jeszcze żywych, ale niedługo przecież martwych, ryb. Z offu Franciszek Pieczka (92-letni aktor) czyta tekst wiersza Czas na mnie Różewicza. Ten krótki, a jakże błyskotliwy film uruchamia liczne konteksty emocjonalno-intelektualne, stawiając w centrum swojego zainteresowania graniczny charakter bytu. Jak wydaje się wskazywać Bojarski, te konteksty i ta refleksja zarezerwowane są nie tylko dla ludzi. To jeden z trzech najlepszych filmów w tej selekcji.

W bardziej konkretną przyszłość zabierają nas bohaterki Synchronizacji Anny Kasińskiej. Filmu, który wywołuje moją niezgodę. I nie chodzi nawet o niedopowiedzenia związane z tym, jak potoczyły się losy ludzkości i techniki. Ostatecznie, w sylwestra 2084 czwórka mieszkających razem kobiet zaprasza do domu przedstawiciela prawie wymarłego gatunku męskoludzkiego, by móc doczekać się potomka.

W filmie wszystko jest niezwykle estetycznie jednorodne: dominuje zieleń kwiatów równoważona florystycznymi wzorami elementów wystroju i ubioru bohaterek. Ta zieleń, podobnie jak świat, w którym żyją, jest jednak na wskroś sztuczna. Reprezentuje pozorne zbliżenie się do natury, która występuje jako udomowiona i ograniczona. A bohaterki, żyjące jakby w bardziej ludzkiej wersji świata znanego z Seksmisji Machulskiego, nie okazują się lepszymi ludźmi. W wizji Kasińskiej cywilizacja zdominowana przez kobiecy pierwiastek osiąga poziom symetryczny w stosunku do patriarchatu.

Świat bez mężczyzn nie okazuje się lepszy. Bohaterki przyjmują bezlitosny i uprzedmiatawiający stosunek wobec Innego, dokonują także jego seksualizacji. I chociaż niezmiernie dobrze ogląda się plejadę dawno nie widzianych (przeze mnie) aktorek, to ciekawy w zamierzeniu komediodramat oferuje wizję chaotyczną, niespójną i chłodną w swoim wydźwięku. A jeśli z założenia feministyczną, to niestety w grafomańskim wydaniu.

naprawiając teraźniejszość

Omówienie ostatnich trzech filmów rozpoczynam od Nie zmieniaj tematu Huberta Patynowskiego. Filmu, który nagrodzony już został wcześniej Złotym Lwem w Gdyni. Największą zaletą tej krótkometrażówki jest to, że daje ona świadectwo niezaprzeczalnemu talentowi Huberta Patynowskiego. Młody twórca udowadnia tutaj, że doskonale wie, jak powinno pracować się z materiałem filmowym. Jednak samo Nie zmieniaj tematu nie wybija się ponad typowe historie o szarych smutnych blokowiskach. To wciąż kolejna historia o polskim Plattenbau, z którego nie ma ucieczki, a na którym panują zasady ortodoksyjne niczym w brooklyńskiej społeczności chasydzkiej. Tutaj, dodatkowo, z elementem irracjonalnej internalizacji, która prowadzi do groteskowego finału.

Niemniej jednak jest to film świetnie nakręcony i genialnie zagrany. Tętniący życiem tak jak zamefedroniona krew w arteriach bohaterów. Od Patynowskiego, trzeba mieć nadzieję, dostaniemy wkrótce więcej dobrego towaru.

Rytmiczny jest też mój drugi, po ***Fish, ulubiony film w zestawieniu: Deszcz. Niezwykle prosta graficznie animacja, która sprawdza się jako krytyka społeczna pewnych przypisywanych ludzkiej naturze cech. Choć z gruntu pesymistyczna, jej lekka i humorystyczna forma kontrastuje budzące przezeń poczucie beznadziei. Piotr Milczarek skonstruował tę miniaturę w taki sposób, że możliwości odczytania tej prostej historii bez problemu może pojawić się bez liku – meta refleksja o sztuce? Kryzys aktywizmu politycznego? Dzięki tej uniwersalności mamy do czynienia z naprawdę interesującą parabolą.

Jednak nie tak kompleksową, jak dokument o 25-letnim  Olafie zamieszkującym starą kamienicę  kamienicę na krakowskim Kazimierzu. Oko Boga  Igora Kaweckiego to niezwykle ciepły film, który perspektywę jednostkową wykorzystuje jako medium do stawiania ogólniejszych, istotnych społecznie pytań. Kawecki w sposób ludzki portretuje bezradność i tragedię Olafa, którego dom zostanie wkrótce zburzony. Oko Boga odbieram jako swoiste pytanie o sprawiedliwość i o empatię, coraz trudniejszą do odnalezienia w czasach późnego kapitalizmu.

Olaf daje widzom nadzieję. Sam reprezentuje postawę człowieka wrażliwego, który w swoim bólu znajduje źródło kreatywnych energii służących mu za mechanizm obronny. Kawecki nakręcił wymowny acz kameralny film, który przywraca wiarę w sens kina dokumentalnego.

Rzeczy ostateczne – short waves online

Jeszcze tylko do 25 maja można oglądać filmy w ramach internetowej edycji festiwalu na specjalnej podstronie Ninateki. Czy warto? Jasne: dla kilku filmów. Zaprezentowany wybór nieco rozczarowuje, ale łatwo można znaleźć wytłumaczenie dla organizatorów. Prawdopodobnie najlepsze smaczki zaprezentują nam podczas „właściwej” edycji, która odbędzie się w Poznaniu.

I choć Short Waves Online pozostawia mnie we względnej obojętności, to zaostrza apetyt na to, co jeszcze będzie nam dane zobaczyć. Okaże się w sierpniu.

Dodaj coś od siebie!