Dziurdziowie i czarownice Eliza Orzeszkowa mniej znana

Eliza Orzeszkowa kojarzy się pewnie każdemu Polakowi z jednym swoim dziełem, które skutecznie, co potwierdzają liczne rozmowy przeprowadzone przeze mnie z różnymi osobami, zniechęciło czytelników do eksploracji innych utworów pozytywistki. To wielce niesprawiedliwe: wydaną w 1885 roku powieść Dziurdziowie bez wahania wpisać by można do kanonu nowoczesnych kryminałów literackich.

Miejscem akcji jest Sucha Dolina, wieś położona, co znamienne dla twórczości Orzeszkowej, na obecnym terenie zachodniej Białorusi. Główną bohaterką jest Pietrusia, która trafiła do tejże wsi w dzieciństwie, wraz ze swoją babką-znachorką Akseną. Przez wiele lat jej żywot upływał w biedzie, co wcale nie sprawiło, by dziewczyna traciła pokój ducha.

Idąc podskakiwała zwykle, jakby ją do tańca brała ochota; pracując przyśpiewywała sobie, jedząc nawet gadała i gadanie śmiechem przeplatała. Taką już była jej natura. (34)1

Jak zaznacza narratorka, wszystko, co się z nią wiązało, nie było zwyczajne: najpierw nieoczywiste pojawienie się jej w spokojnej Dolinie, potem małżeństwo z kowalem, który po sześciu latach służby wojskowej nie zapomniał o niej i po swoim powrocie wziął ją za żonę ku niezadowoleniu porywczego Stepana Dziurdzi, w końcu jej wyuczone od babki ziołolecznictwo i wróżbiarstwo. Z tych ostatnich zresztą mieszkańcy Suchej Doliny korzystali bardzo chętnie. Jednak gdy któregoś razu wiejskie krowy przestały dawać mleko, wieśniacy postanowili, zgodnie ze starą tradycją, odnaleźć w swoim otoczeniu wiedźmę odpowiedzialną za nieszczęście. W tym celu rozpalili ogromny ogień z drzewa osikowego, oczekując pojawienia się pierwszej postaci, która owe magiczne ognisko minie. Na swoje nieszczęście wracała tamtędy Pietrusia…

Powieść tendencyjna?

Skutek tego wydarzenia nie jest trudny do przewidzenia, ponieważ powieść zaczyna się od wstępu, którego scenerią jest proces sądowy, na którym oskarżonymi jest czwórka mężczyzn z rodu Dziurdziów. Narratorka już wówczas zadaje pytania, które okażą się kluczowe dla wymowy powieści, a które należą do typowego zainteresowania pozytywistów naturą ludzką:

Przyznają się. Nie ma więc już wątpliwości, że popełnili tę zbrodnię. Nie nędzarze, nie włóczęgi, nie członkowie proletariatu żyjącego w trującej atmosferze palących zawiści i podstępnych łupów, ale rolnicy, którym wiatry boże niosą rzeźwość i zdrowie… posiadacze, którym ziemia własna rodzi bujne kłosy… pracownicy, których uznojone czoła równać się mogą w powadze i czystości czołom uwieńczonym wawrzynem. Co to znaczy? Czy urodzili się już potworami? Czy kiedy jeszcze w kolebkach byli, geniusz zbrodni napoił ich swym oddechem? Czy nie mieli serca ani sumienia, ani w piersiach swych żadnej z tych strun dobroci, litości, prawości, które z wiekowym mozołem ludzkość wypracowała w swym łonie? Byliż to może szaleńcy, idioci, głupcy, którzy dobrego od złego odróżnić nie mogli? (7)

W Polsce już w roku 1776 uchwalono konstytucję, która znosiła karę śmierci za czary. Wiara w nie jednak musiała pozostać w co bardziej zacofanych miejscach, chociaż i tam (co można zauważyć także w powieści) znajdywały się jednostki sceptycznie nastawione do wszelkich działań potencjalnie magicznych. Jak można przeczytać w Internecie, „ofiarą polowań głównie padały kobiety, ponieważ były one uważane za szczególnie podatne na magię, oraz osoby słabe moralnie i umysłowo. O czarostwo głównie podejrzewane były stare panny, kobiety bezdzietne lub wdowy, które ponownie nie wyszły za mąż. Czyli te, które w jakiś sposób odbiegały od wizji kobiety całego społeczeństwa”2. Opis ten nie pasuje do Pietrusi, młodej i ładnej zamężnej kobiety posiadającej gromadkę dzieci, niestroniącej od towarzystwa innych mieszkańców wsi i zawsze służącej im dobrą radą. Do tragicznego w skutki finału nie prowadzi wcale po prostu uznanie kobiety za wiedźmę, lecz ludzka zawiść, podsycana jedynie wiarą w przekazywany z dziada pradziada zabobon.

Orzeszkowa zachwyca

Głównymi prowokatorami jest Stepan Dziurdzia, który pomimo upływu wielu lat wciąż nie może pogodzić się z tym, że Pietrusia odrzuciła jego zaloty („Bić budzie! jeszcze kiedy zabije!” (39) – proroczo usprawiedliwia się przed swoją babką), przez co ten wylądował w nieudanym małżeństwie z zapalczywą Rozalką jako ojciec niepełnosprawnego umysłowo dziecka. Rozalka zresztą jest świadoma resentymentu swojego męża i to ona z zazdrości o męża robi wszystko, by cała wieś uznała Pietrusię za sprawczynię wszelkich nieszczęść nawiedzających Suchą Dolinę. Do tego dochodzi ludzka zawiść związana z faktem, że Pietrusi i jej mężowi nie powodzi się wcale źle finansowo, co tłumaczone w końcu zostaje przez niektórych zawarciem paktu z diabłem.

Orzeszkowa sprawnie prowadzi narrację i kreśli rys psychologiczny wiejskiej społeczności, by zdarzenie po zdarzeniu doprowadzić do sytuacji, w której lubiana kobieta stała się obiektem ogólnej nienawiści. Siłą tej naturalistycznej powieści jest bardzo obrazowe przedstawianie opisywanej rzeczywistości, przez co sam, czytając, miałem przed oczyma gotowy scenariusz filmu, którego nakręcenia nie powstydziłby się przecież Smarzowski. Zwłaszcza że, wedle mojej, a wydaje mi się, że całkowicie uzasadnionej, interpretacji, tragiczny finał wydarzeń jest sprowokowany przez diabła, trawiącego XIX-wieczną wieś i trawiącego również współczesną Polskę: spożywany w niemałych ilościach alkohol, mącący rozumy nieoświeconych ludzi. Narrator zresztą feruje wyrok tylko za pośrednictwem sądu, sam pozostając bezstronnym i zwalając winę na charakter środowiska, w którym wychowani zostali bohaterowie.

Pomimo upływu ponad wieku od publikacji Dziurdziów, utwór ten nie traci na swojej aktualności. Jego akcja mogłaby równie dobrze rozgrywać się w wieku XX, a naszkicowane ludzkie charaktery mają wymiar uniwersalny. Wraz z rozwojem wydarzeń, zapowiedziana na pierwszych stronach zbrodnia coraz bardziej uwiera czytelnika i igra sobie z jego uczuciami. Jak się okazuje, polowanie na czarownice to nie relikt przeszłości, śmiesznostka, którą możemy obserwować z bezpiecznego dystansu i rozważać z analitycznym chłodem. Polowanie na czarownice może mieć miejsce nawet dziś, wobec niewygodnej mniejszości, która swoim odstępstwem od tak zwanej normy budzi demony. Demony tkwiące nie w wiedźmach, lecz w zwyczajnym człowieku.

  1. W nawiasie numery stron według wydania: E. Orzeszkowa, Dziurdziowie, Lublin 1983.
  2. M. Zdunek, Wierzenia i zabobony. Polowania na czarownice w Polsce, https://historia.org.pl/2015/03/28/wierzenia-i-zabobony-polowania-na-czarownice-w-polsce/ (dostęp: 1 maja 2018)

Dodaj coś od siebie!