Wampiry żyją wiecznie "Drakula" Brama Stokera, 120 lat później

Co jednak pozostało w powieści Stokera dla współczesnego czytelnika? Okazuje się, że więcej niż mogłoby się wydawać. Głównie ze względu na to, że w Drakuli irlandzki pisarz poruszył wątki, które za sprawą najnowszych wydarzeń stają się ponownie aktualne. Napływ obcokrajowców, rola kobiety w społeczeństwie i wolność seksualna. Brzmi interesująco?

Wampiry. Zapomnijcie na chwilę o tych, których skóra z zetknięciu ze światłem słonecznym zaczyna błyszczeć. Zapomnijcie o rozrywkowych  i rozpustnych typach żyjących beztrosko pośród ludzi. Zapomnijcie nawet o słynnych aktorskich kreacjach Klausa Kinskiego, Béli Lugosiego czy Gary’ego Oldmana. Podjęcie decyzji o powrocie do źródła fascynacji wampirami we współczesnej kulturze popularnej, czyli sięgnięcie po Drakulę Brama Stokera, wymaga pewnej otwartości, dzięki której owa lektura nie stanie się jedynie, jakkolwiek heretycko to nie brzmi, „powtórką z rozrywki”.

Bram Stoker i jego hrabia

Irlandczyk Bram Stoker, urodzony w połowie XIX wieku, miał w swoim dorobku kilka książek, jednak żadna z nich nie osiągnęła sukcesu porównywalnego do popularności tej o pochodzącym z rumuńskiej Transylwanii hrabim Drakuli. Opublikowana w 1897 powieść sprawiła, że nawet ponad stulecie później Stoker nie popadł w zapomnienie i zaliczany jest do klasyków literatury grozy. Względna popularność Drakuli nie przyniosła jednak autorowi wymiernego sukcesu komercyjnego. Tłumaczony na wiele języków stał się ostatecznie zjawiskiem kultowym za sprawą czegoś, co jeszcze niejednokrotnie przyczyni się do rozpowszechnienia literatury mogącej w innym wypadku pozostać w zapomnieniu. Chodzi o filmową (w tym wypadku nieautoryzowaną!) adaptację w wykonaniu Friedricha Wilhelma Murnaua: Nosferatu – symfonia grozy.

Kolejne adaptacje i reinterpretacje powieści Stokera doprowadziły do tego, że choć nie zapomniana, książka stoi w cieniu swoich naśladowców. Zwłaszcza że oprócz Murnaua wzięli ją za punkt wyjścia także inni wybitni filmowcy – Francis Ford Coppola i Werner Herzog. O Drakuli zatem słyszał każdy, a opowieść o hrabim jest jedną z rozpoznawalnych już na wczesnym szczeblu edukacji kulturowej. Niemniej jednak sama powieść pokryła się kurzem. Nie bez powodu, chociaż i dzisiaj, sto dwadzieścia lat od swojego pierwszego wydania, może zaskakiwać.

Śmiertelność powieści

Stoker napisał tę powieść zgodnie z panującą u schyłku XIX wieku modą. Nie mamy tu do czynienia ze snującym opowieść wszechwiedzącym narratorem, lecz ze zlepkiem różnorakich źródeł pisanych. Listy, telegramy, wpisy do dzienników, wycinki z gazet… Na powieść składają właśnie tego rodzaju dokumenty. Stoker chciał w ten sposób uwiarygodnić historię, tworząc tym samym kolaż, który w epoce kina mógłby zyskać miano literackiego found footage. Lwia część powieści składa się zatem z prowadzonego na bieżąco opisu wydarzeń dokonywanego przez poszczególnych bohaterów. Z jednej strony dynamizuje to opowieść, z drugiej – doprowadza niekiedy do absurdalnych sytuacji. Ta udawana faktualność doprowadziła do powstania także kilku interesujących prac naukowych jej dotyczących. Clive Leatherdale czy Leslie Klinger utworzyli bowiem literaturoznawcze teorie, których punktem wyjścia jest wiara w prawdziwość opowiadanej w Drakuli historii.

Największym jednak zarzutem, jaki postawić można dzisiaj książce Stokera, jest jej anachronizm, który w przypadku opowieści grozy okazuje się zawinieniem niewybaczalnym. Chociaż Drakula trzyma w napięciu od pierwszych stron, to dalej jest już tylko spokojniej, powolniej i nudniej. Druga połowa powieści składa się głównie z opisów podróży bohaterów, próbujących dotrzeć do miejsca pobytu hrabiego i rozprawienia się z nim raz na zawsze. Sam plan jest nieco skomplikowany, niejasny, mało logiczny i zanim zostanie wcielony w życie miną stronice zapełnione nieustannym powtarzaniem ciągle tych samych czynności i słów.

Co więcej, strony te zapełnione zostają także wzniosłą gadaniną jednego z bardziej irytujących bohaterów literackich – doktora Abrahama van Helsinga. Jego pełne ozdobników przemowy, jego bicie piany, wygłaszane peany na cześć kobiecości itd. są po prostu ciężkostrawne. Pod tym względem powieść bez wątpienia się zestarzała.

Nie tylko wampiry

Co jednak pozostało w powieści Stokera dla współczesnego czytelnika? Okazuje się, że więcej niż mogłoby się wydawać. Głównie ze względu na to, że w Drakuli irlandzki pisarz poruszył wątki, które za sprawą najnowszych wydarzeń stają się ponownie aktualne.

Lojalnie zaznaczam, że nie odkrywam tu żadnej Ameryki: jak się dowiedziałem po swojej lekturze książki, większość uczynionych przeze mnie spostrzeżeń już dawno została opracowana przez naukowców z całego świata.

Kobieta postępowa

Spojrzenie na kobiecą seksualność w powieści Stokera może mieć dwa wymiary. Pierwszy można uznać za całkiem postępowy jak na XIX wiek. Mina, narzeczona Jonathana Harkera, nie jest typową „kobietką”. To osobowość silna, gotowa do poświęceń, podejmująca się działań zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla mężczyzn. Jej obeznanie w różnorakich dziedzinach wiedzy budzi często podziw otaczających ją bohaterów.

Wpisuje się ona w model Nowej Kobiety, który powstał u schyłku wieku pary: kobiety wykształconej, podążającej za karierą zawodową i przekraczającej ograniczenia narzucane jej przez patriarchalne społeczeństwo. Mina postanawia nauczyć się stenografii, naśladuje czynności swojego męża, uczy się na pamięć rozkładu pociągów i niejednokrotnie wykazuje hart ducha, którego pozazdrościć mogliby niektórzy z obecnych w powieści panów. Nie da się jednak ukryć, że jej autonomiczne zapędy studzone są nierzadko przez van Helsinga, który wylewając swoje zachwyty nad jej niespotykaną kobiecością, a także na siłę wpychając ją w dawne role słabej i narażonej na niebezpieczeństwa panny, ośmiesza jej pragnienie wyzwolenia się ze społecznego kaftanu.

Kobieta zniewolona

Druga strona medalu ma jednak bardziej ograniczający charakter. Jest silnie związana z powszechnie panującymi poglądami na XIX-wieczną seksualność. Kobiece pożądanie portretowane jest jako grzeszne, bez względu na to, czy wyraża je istota ludzka, czy wampirka. Zresztą wielokrotnie ataki Drakuli na swoje ofiary opisywane są w powieści z, wcale nie maskowanym, podtekstem erotycznym.

Spójrzmy na to w ten sposób. W jednym z ustępów Lucy, nie mogąc poradzić sobie z koniecznością wyboru jednego spośród trzech swoich adoratorów, zastanawia się:

Why can’t they let a girl marry three men, or as many as want her, and save all this trouble? But this is heresy, and I must not say it.

Rzeczywiście, postulowanie poligamii w XIX wieku może uchodzić za herezję. Jednak ironia tych rozważań polega na tym, że ostatecznie Lucy skończy z wieloma mężami. W jaki sposób? Drakula przekazał część swojej krwi kobiecie, przez co stała się ona jego małżonką. Tym większy dramat musiał spotkać narzeczonego Lucy, który chcąc się z nią ożenić, wmówił sobie, że fakt, iż lekarz przepompował jego krew w ciało Lucy, jest wystarczająco istotny, by mogła ona uchodzić w oczach Boga za jego prawowitą żonę. Dopiero później dowiaduje się on, że w takim razie jest jednym z wielu mężów bohaterki-poliandrystki.

Jej pragnienie posiadania wielu mężów zatem się spełnia, a ostateczna poligamia stygmatyzuje ją jako kobietę lekkich obyczajów. Jej karą za to jest śmierć, co zapewne wziął Stoker z przeświadczenia o niebezpieczeństwach płynących z seksu pozamałżeńskiego, a które podsycała wszechogarniająca obecność kiły w XIX-wiecznych społeczeństwach.

Także Mina, gdy padła ofiarą Drakuli, zdała sobie szybko sprawę z tego, jakie piętno będzie musiała w sobie nosić i zakrzyknęła:

Unclean, unclean! I must touch him or kiss him no more. Oh, that it should be that it is I who am now his worst enemy, and whom he may have most cause to fear.

Kto według Księgi Kapłańskiej miał wykrzykiwać takie słowa? No przecież, że trędowaty (Kpł 13, 45).

Przybysze ze wschodu

Niemniej ciekawą postacią jest tytułowy bohater. Nic dziwnego, że pochodzi z Transylwanii, skoro w XIX wieku Brytyjczycy zmagali się z falą emigrantów pochodzących ze wschodu. Choć niektórzy doszukują się w Drakuli antysemityzmu, co wcale nie musi być interpretacją błędną, dzisiaj najbardziej w oczy rzuca się przede wszystkim ksenofobia obecna w powieści. Owszem, wampiry wysysają krew, a podobnie mówiło się wówczas o Żydach. Jednak wampiry różnią się także wyglądem, przynoszą łatwo rozpowszechniające się choroby, pochodzą spoza brytyjskiego kręgu kulturowego i psują rynek.

Tak, wampiry są owocem ksenofobicznych i rasistowskich nastrojów panujących na Zachodzie u schyłku XIX wieku. Pochodzenie i sposób, w jaki o Drakuli mówią bohaterowie, jasno sugerują, że przybysze ze wschodu nie są tu mile widziani. To coś nowego w tradycji opowieści wampirycznych, ponieważ inne historie z podobnego okresu odwołujące się do tego typu mitów czyniły wampirami osoby z najbliższego otoczenia. Dla Stokera wampiry są wschodnimi Europejczykami.

Tym samym Drakula napędzał strach przed napływem biednych obcokrajowców. To (podejrzanie antysemicki charakter powieści i zainteresowanie seksualnymi niepokojami właściwymi dla ery wiktoriańskiej) sprawia, że ciężko się dziwić, dlaczego powieść Stokera miała tak ogromny kulturotwórczy wpływ. Obserwując wydarzenia rozgrywające się obecnie w całej Europie, można by powiedzieć, że wpływ ten miał charakter ponadczasowy. Wszyscy wszędzie zachowują się bowiem tak, jakby naczytali się irlandzkich powieści gotyckich i ze strachem oczekiwali nadejścia tych krwiożerczych przybyszy ze wschodu.

Ponura wizja, nieprawdaż?

Dodaj coś od siebie!